desire-line

Skupieni na patriotycznie zabarwionej dyskusji, czy dizajn > design, chyba nie zawsze i  nie wszyscy rozumiemy jego istotę. Agnieszka Jacobson-Cielecka regularnie dzieli się w wywiadach wrażeniem, że słowo „dizajnerski” używane i rozumiane jest często jako synonim do „zajebisty”. To językowe nieporozumienie oddala nas od rzeczywistej wartości dizajnu, a zarazem utrwala w potocznej opinii to, czym dizajn na pewno nie jest.

W weekendowej odsłonie gazeta.pl warto przeczytać rozmowę Filipa Springera z Marcinem Wichą, autorem dopiero co wydanej książki „Jak przestałem kochać design” (Wydawnictwo Karakter).

Na każdym kroku natykamy się na rzeczy, których kształt wynika z obojętności i bylejakości. Z niestaranności. Z poczucia, że życie jest gdzie indziej. (…) Chodzi o przekonanie, że są ważniejsze sprawy, albo zaraz będą, więc nie warto zajmować się szczegółami. (…)
Irytujące jest to ciągłe poczucie, że to jak żyjemy – jak się otwiera mleko, jak się klamkę otwiera – to wszystko jest nieważne, bo gdzieś na horyzoncie czai się coś większego. Jeszcze nie wiemy, co to jest, ale to na pewno unieważnia wszystkie nasze doczesne problemy”.
/ Wicha

Dobrym uzupełnieniem rozmowy jest też zapis wizyty Wichy w studio radiowej Dwójki. Jego wypowiedzi, wbrew pozorom, nie są kolejnym kazaniem o tym, jak bardzo brzydka jest Polska. Ładne / brzydkie – sprawa względna, jako kryterium oceny powinna pojawiać się dopiero na końcu listy pytań kontrolnych, szczególnie, że moje „ładne” może oznaczać twoje „brzydkie”. Tymczasem u nas ten podział niebezpiecznie często staje się kwestią BEZwzględną – od niego zaczyna się dyskusja na temat danego projektu, budynku, rozwiązania i na nim też się kończy, bo skłóceni subiektywnymi wrażeniami nie mamy ochoty (a często też merytorycznych argumentów) na dalszą część rozmowy.

Wicha namawia nas, żebyśmy dopominali się o rozwiązania, które ułatwiają codzienne życie. Co prawda deklaruje, że książka to „tylko” zapis jego osobistych odczuć i nie ma zamiaru pouczać z ambony, jak powinno być, ale chyba jednak zależy mu, żeby obudzić w czytelnikach świadomość, na czym polega projektowanie i w jakich sytuacjach można / powinno się go używać.

„Architektura dostrzegana przez nas i doceniana to jest architektura dekoracji, architektura manifestacji. A nie rama dla życia”.
/ Wicha

Najwyższa pora zamienić kryterium „zajebistości” na postulat logiki. Bo to proste czynności, powtarzane tak często, że przestajemy je zauważać, są składową naszych doświadczeń. Kiedy są dobrze pomyślane, z życia znika przynajmniej część chaosu. Dzięki klamce, z którą nie trzeba się szarpać, szczególnie w chwilach pośpiechu i dzięki opakowaniu na mleko, które przy otwieraniu nie chlapie, dzięki czemu nie musimy przebierać się 5 minut przed wyjściem na spotkanie. Dzięki towarzyszom naszej codziennej krzątaniny, a nie dzięki spektakularnym stadionom czy fladze na warszawskim rondzie (najwyższy maszt flagowy! flaga o największej powierzchni!) symulującej wielkie narodowe święto 24/7. Dzięki procesom projektowym opartym na empatii w stosunku do odbiorcy, czyli, mówiąc wprost, chęci poznania i uznania jego potrzeb.

PS. W londyńskim Design Museum trwa właśnie wystawa najlepszych projektów, które wywołują realną zmianę, poprawiają jakość życia albo, last but not least, mówią coś ważnego i trafnego o czasie, w którym żyjemy. Architektura, digital, moda, grafika, produkt i transport – konkursowe kategorie pokazują, jak szerokie jest pole do popisu, a nominowane projekty jeszcze dokładniej wyjaśniają, co może dizajn, jeśli weźmie pod lupę zwykłą codzienność. Niektóre są „nawet ładne”, ale dopiero na końcu.