Dziś są moje urodziny i z tej okazji pozwolę sobie na osobistą wycieczkę, albo raczej wyznanie [tzw. breaking news]: uwielbiam historie o przedmiotach, w które wstępuje życie. Na lekcjach polskiego w liceum antropomorfizacja była moim ulubionym środkiem stylistycznym (i jednocześnie jedynym, którego definicję pamiętam do dziś: nadawanie ludzkich cech lub przypisywanie ludzkich zachowań przedmiotom, zjawiskom, etc.).

Szukając podobnych śladów tu i teraz: idea internetu rzeczy wydaje mi się pociągająca nie tylko ze względu na lodówkę, która zastąpi mnie w zamawianiu zakupów. Największą radość sprawia mi myśl o tych wszystkich nowych interakcjach między nami i przedmiotami, o tych wszystkich fantastycznych scenariuszach na żywo, które z powodzeniem będą konkurowały z wytworami mojej wyobraźni pogrążonej w starczej demencji, dzięki czemu nie będę musiała się do niej przyznawać, bo obserwacje typu „lustro do mnie mówi” nie będą budzić niczyich podejrzeń.

Poniżej jeden z filmów, którego autorzy najwyraźniej współdzielą ze mną skłonność do myślenia „a co jeśli przedmioty myślą / marzą / żyją?”. Korzystając z okazji lojalnie uprzedzam, że ten motyw będzie na pewno powracał:).