Filip-Springer-Pasteloza-Polityka

„Podobno najgroźniejsze trucizny powstają w trakcie opracowywania leków. Tak było i tym razem. Próbowano wynaleźć lekarstwo na szarość. Pomyślano, że jak się ją zamaluje, to będzie lepiej. Tak rozwinęła się pasteloza” – Filip Springer na tropie fasad potraktowanych kolorem, którego niestety nie sposób nie zauważyć.

To wszystko z zimna, Wysoki Sądzie – tak, parafrazując tytuł starej piosenki, jestem skłonna interpretować ów nurt pastelozy (a także pstrokatozy). A dokładniej: z powodu niezbyt przyjaznego klimatu, w którym zima trwa pół roku, a słońca nigdy dość. Mam mocne podejrzenia, że zamiłowanie do żółtego symbolizuje w linii prostej tęsknotę za słońcem Toskanii, a nadużywanie pomarańczowego – apetyt na morele uprawiane w sercu Prowansji.

Filip Springer napisał m.in. świetną i świetnie wydaną (Wydawnictwo Karakter prowadzone przez Przemka Dębowskiego) książkę „Źle urodzone”, właśnie o architekturze powojennego modernizmu. O budynkach, które mimo, że piękne, budzą historyczną, polityczną niechęć. Całkiem prawdopodobne, że korzenie pastelozy polskich miast sięgają tej samej epoki. Że są wyrazem niechęci do wspomnień, w których „monochromatyczność” jest synonimem „złego PRLu”.

Springer zachęca, żeby na specjalnie przygotowanej mapie zaznaczać przejawy kolorowej desperacji. Ciekawym wstępem do tematu jest reportaż w archiwalnym numerze Polityki (proszę czytać koniecznie wraz z komentarzami!:)).

Zdjęcia: Filip Springer, polityka.pl

Link do mapy.

Blog Filipa Springera.

Strona www poświęcona „Źle urodzonym”.