W ubiegłym roku jeden z odcinków programu „Hala odlotów” (TVP Kultura) był poświęcony kulturze zamieszkiwania. A konkretnie: przepaści między środowiskiem polskich projektantów, a praktyką życia codziennego, czyli – bądźmy dyplomatyczni – takim a nie innym wystrojem przeciętnego polskiego mieszkania.

Przyczyn zjawiska szukali zgromadzeni w studio eksperci (m.in.: Ewa Trzcionka / redaktor naczelna magazynu Design Alive, Piotr Voelkel / VOX i School of Form, Tomek Rygalik  / projektant, Piotr Korduba / historyk architektury) wraz z prowadzącymi program: Katarzyną Janowską i Maxem Cegielskim.

Cała debata doskonale pokazała, jak trudno jest znaleźć sensowny kompromis między popularyzowaniem dobrze zaprojektowanych przedmiotów, a subiektywnym odczuciem komfortu we własnym domu. W materiale poprzedzającym dyskusję Michał Piernikowski, dyrektor Łódź Design Festival, celnie zauważył, że decydującą przeszkodą stojącą na drodze do popularności dizajnu w Polsce jest jego odbiór społeczny: – Zbyt często myśli się o projektowaniu, o dizajnie jako drogich, luksusowych przedmiotach. Z kolei Ewa Minge przekonywała, że jeśli ktoś czuje się dobrze wśród „100 aniołków” i „żyrandoli w kolorowe kryształki”, a sztuczne kwiaty wokół sprawiają mu przyjemność, to należy pozostawić go w spokoju, a nie namawiać na siłę na nowoczesne wzornictwo. Odmówić jej racji to tak, jakby nakleić sobie na czole deklarację „jestem estetycznym faszystą, zaraz wtargnę do twojego mieszkania i urządzę je tak, jak należy”. Prawo do określania „jak należy” rezerwują sobie (zbyt) często działy marketingu, które dyktują trendy z narastającą częstotliwością. Nie wydaje mi się, żeby walka na stylistyczne argumenty miała sens, szczególnie, że większość z nas przygląda się trendom filtrując je przez osobiste preferencje.

Jak znaleźć złoty środek między „wolnością Tomka w swoim domku” a wsparciem dla zdolnych projektantów i zręcznych rzemieślników? Jak sprawić, żeby te dwie kategorie zbliżyły się do siebie zamiast stać – jak to się dzisiaj często dzieje – w opozycji?

Może poprzez narrację? Opowiadanie historii przedmiotów, opowiadanie historii ludzi, którzy za nimi stoją – o ich inspiracjach, motywacjach i intencjach. O pokrętnych ścieżkach procesu twórczego. O tym, co te przedmioty tak naprawdę znaczą (a nie tylko jak wyglądają).

Czy nie jest tak, że jak czegoś nie rozumiemy, to uruchamia się w nas skłonność do lekceważenia, do umniejszania wartości i znaczenia? Dlatego największe wyzwanie polega na objaśnianiu poprzez opowiadanie. Bardzo przydatne wydają mi się publiczne rozmowy (na przykład takie jak ta telewizyjna debata). Ogromną rolę mają tu do odegrania media, ale nie wnętrzarskie (bo po nie sięgają ci, którzy kwestii estetyki wnętrza są już w jakimś stopniu świadomi, ciekawi; jednym słowem: nie trzeba przekonywać ich co do samej zasadności takiego tematu), tylko… każde inne.

Być może w ten sposób dobrze zaprojektowane przedmioty staną się bardziej zrozumiałe, przyjazne i w efekcie zasłużą w powszechnym odbiorze na codzienne użytkowanie. O tym wszystkim, między innymi:), jest debata w „Hali odlotów”, bardzo ciekawa całość dostępna po kliknięciu w obrazek poniżej:

Hala Odlotów TVP Kultura Jak zamieszkiwać